Cybersquatting
Praktyka polegająca na rejestrowaniu domen internetowych zawierających najczęściej nazwy firm, produktów lub nazwiska znanych osób, i późniejszego odsprzedawania ich po zawyżonej cenie z zamiarem osiągnięcia zysku. W efekcie, osoba rejestrująca taką domenę zarabia na znaku towarowym, należącym do kogoś innego.
Cybersquatting może mieć również inne zastosowanie, a mianowicie - zwiększenie ruchu na stronie internetowej poprzez wykorzystanie błędów w pisowni użytkowników, wpisujących w okno przeglądarki dany adres internetowy. Mowa tu o drobnych literówkach. Dla przykładu: użytkownik zamierza przenieść się na stronę wyszukiwarki Google, która znajduje się pod adresem google.pl. Jednak przez pomyłkę pomija jedną literę ("o") i w efekcie łączy się ze stroną o adresie gogle.pl.
Termin cybersquatting pochodzi od angielskiego słowa squate i oznacza zajmowanie czyjegoś budynku, mieszkania bez zezwolenia jego właściciela lub prawa własności. Osobę wykorzystującą praktykę cybersquattingu określa się mianem "dzikiego lokatora internetowego".
Cybersquatter doskonale zdaje sobie sprawę, że adres internetowy, który zakupuje może okazać się w niedalekiej przyszłości bardzo pożądany przez potencjalnego nabywcę. Dokonuje więc zakupu domeny przed nim, po atrakcyjnej cenie. Po pewnym czasie, potencjalna firma chcąc zarejestrować domenę zawierającą np. nazwę sprzedawanego produktu, nie może tego zrobić, ponieważ domena została już zarejestrowana. Tutaj zaczyna się rola cybersqattera, który próbuje sprzedać firmie daną domenę po wysokiej cenie.
Z uwagi na to, że w większości krajów domeny internetowe są rejestrowane zgodnie z zasadą: "kto pierwszy, ten lepszy", cybersquatterzy mają pełne pole do popisu.
Rejestrując domenę internetową, każdy ma możliwość wyboru wyrażenia, które znajdzie się pomiędzy "www." a zakończeniem adresu internetowego, np. "pl". Ograniczeniem w wyborze danego wyrażenia mogą być jedynie przepisy obowiązujące w danym kraju lub w instytucji rejestrującej daną domenę. W Polsce, NASK (Naukowe Akademickie Sieci Komputerowe) może odmówić rejestracji domeny, której członem będzie wyraz uważany za wulgarny lub mogący naruszać czyjeś uczucia.
Polskie prawo pozwala zapobiec "kradzieży" domeny lub skutecznie ją odzyskać. Zgodnie z ustawą z dnia 16 kwietnia 1993 r. o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji, przed tym procederem jest chroniony każdy właściciel znaku towarowego.
Rejestratorzy domen sprawdzenie praw zgłaszającego do nazwy pozostawiają najczęściej sądom i urzędom patentowym. Podobne stanowisko zajmuje polski rejestrator, firma NASK zastrzegając sobie jednak w regulaminie prawo odrzucenia wniosku, jeżeli wybrana nazwa jest "nazwą domeny podmiotu prawnego nie związaną z wnioskodawcą". W praktyce oznacza to konieczność uzasadnienia swoich praw, gdy rejestrowana jest domena znanej firmy lub produktu.
Cybersquatting w USA ograniczony został specjalną ustawą Anticybersquatting Consumer Protection Act z dnia 29 listopada 1999 r. Zapewnia ona skuteczną ochronę prawną przed bezprawną rejestracją i używaniem nazw domenowych zawierających oznaczenia zbliżone do znaków towarowych. Za bezprawną rejestrację domeny przewidziana jest grzywnę w wysokości do 100 000 USD.
Spory dotyczące domen globalnych są zwykle rozstrzygane w ramach procesu Uniform Domain Name Resolution Policy (UDRP) opracowanego przez Internet Corporation for Assigned Names and Numbers (ICANN).
W Polsce, taką funkcje pełnią Sąd Polubowny ds. Domen Internetowych przy Polskiej Izbie Informatyki i Telekomunikacji w Warszawie oraz Sąd Arbitrażowy przy Krajowej Izbie Gospodarczej w Warszawie.
Znanym polskim przykładem cybersquattingu była sprawa łódzkiej firmy "Microsoft", zajmującej się m.in. handlem ziołami, która zarejestrowała domenę microsoft.pl. Nazwa firmy, różniąca się jedynie formą prawną, była pretekstem do zgodnej z obowiązującym prawem rejestracji domeny. Domena została następnie wystawiona na sprzedaż i ostatecznie przejęta w wyniku sporu sądowego przez firmę Microsoft. Dodatkowo, były właściciel został ukarany karą odszkodowania w wysokości 30 000 złotych.
Wedle spojrzenia liberalnego, cybersquatter może kupić dowolną domenę, ale nie może podawać się za przedstawiciela lub oddział konkretnej firmy.






